Swoją nową płytą Ania Dąbrowska udowadnia, że muzyka filmowa to nie tylko monumentalne, epickie dzieła na orkiestrę symfoniczną, ale również kultowe – niejednokrotnie – piosenki.
Zamysł był prosty: zebrać kilka ukochanych tematów artystki i nagrać je na nowo, po swojemu, w zmienionej aranżacji i przy szerszym niż kiedykolwiek wsparciu instrumentalistów. Tak powstał krążek „Ania Movie”, zbiór 9 utworów, znanych ze ścieżek dźwiękowych do takich filmów, jak „Kill Bill”, „Był sobie chłopiec”, a nawet… pornograficznego obrazu „Głębokie gardło 2”. Piosenkarka mierzy się na nim z piosenkami, które pod względem stylistycznym i czasowym dzieli spora odległość; na warsztat bierze m.in. folkowe „Everybody’s Talkin’” Harry’ego Nielssona, funkowe „Give Me Your Love” Curtisa Mayfielda, gitarowe „Suicide Is Painless” zespołu Manic Street Preachers czy psychodeliczne „Strawberry Fields Forever” Beatlesów. Dąbrowska śpiewa je, najkrócej mówiąc, inaczej, czym ustrzeże się, ani chybi, przed pretensjami muzycznych purystów.
Na „Ania Movie” nie znajdziemy odtwórczych, w miarę równo odśpiewanych wersji starych piosenek. Przeciwnie – każdą z nich wokalistka dostosowuje do własnej estetyki, proponując odmienne formy i rozwiązania aranżacyjne – mniej lub bardziej zaskakujące. Premierowe wydawnictwo wyznacza nowy kierunek w jej karierze. Artystka zrywa z brzmieniami retro; klimatycznie zbliża się raczej do muzyki z lat 60. i 70., skwapliwie okraszanej szlachetnymi tembrami klawiszy z dawnych czasów – Hammonda, Rhodesa czy klawinetu. Towarzyszy jej przy tym niemal bigbandowy skład, spośród którego szczególnie interesująco prezentują się trębacz Dominik Trębski i saksofonista Tomasz Duda.
Na „Kilku historiach na ten sam temat” czy „W spodniach czy w sukience” to Dąbrowska była najważniejszą bohaterką albumu. Tutaj jest inaczej. Artystka pozostawia wiele przestrzeni instrumentalistom z zespołu, którzy najpiękniejszy, bodajże, popis dają w „Silent Sigh”, przeszło ośmiominutowej, oldschoolowej perełce, stylistycznie sytuującej się między indie rockiem a jangle popem. Nowa interpretacja piosenki Badly Drawn Boy, z początku rozwijająca się leniwie, w rozlewnie wzbierającym, ekstatycznym crescendo, stopniowo wyzwala coraz większe pokłady energii, dając dowód ponadprzeciętnemu talentowi muzyków, a przede wszystkim wybornym warunkom wokalnym Dąbrowskiej, która od partii niespełna szeptanych przechodzi do emocjonalnych okrzyków w końcówce.
Nie ma na „Ania Movie” słabszych momentów. Obok wspomnianego „Silent Sigh” ogromne wrażenie robi też otwierające album płomienne „Bang Bang” z kapitalną perkusją i sekcją dętą; subtelne „Deeper and Deeper” z wyśmienitymi, wyśpiewanymi forte refrenami; czy, wreszcie, „Suicide Is Painless”, pierwotnie rockowe, przearanżowane na piękną balladę z kunsztowną, wyłaniającą się w brzmieniach smyków kodą.
Zakończę krótko: tak trzymać!



Całkiem zgrabnie
Co by tu…
1. “Suicide is painless” NIE BYŁO pierwotnie wykonywane przez ZESPÓŁ M.A.S.H. . “M.A.S.H.” to tytuł filmu Altmana, z którego ta piosenka pochodzi. I za jasną cholerę NIE BYŁA pierwotnie rockowa – ot, fajna ogniskowa balladka
2. Nie zgodzę się, że na płycie nie ma słabych momentów. Harcerskie pitu pitu, w jakie przekuła Ania “Strawberry Fields…” Bitli, odarte z całej niesamowitości oryginału to porażka przez duże P. To samo można powiedzieć o “Dźwiękach ciszy” – bardziej rozbuchane, niż oryginał, ale skromna wersja Simona & Garfunkla to niedościgniony wzorzec. Także “Everybody’s Talking” Nilssona, w oryginale urocze i słodko-gorzkie, w wersji Ani sprawia wrażenie nieco na siłę i wymęczonego, a na pewno pozbawionego tego ulotnego “czegoś”.
3. Najlepiej wypadają te tematy, które nie są obciążone legendą pierwotnych wykonawców – najmniej znane. W starciu z klasykami Ania niestety przegrała. W dwóch wypadkach przez nokaut.
W sumie szkoda, że pożegnanie z retro wypada tak niezbyt okazale, ale może to znak, że formuła wypaliła się do cna? Tylko – co teraz. Kibicuję Dąbrowskiej od dawna i uważam ją za jedną z ciekawszych wokalistek na polskiej scenie pop / smooth i mam nadzieję, że będzie umiała znaleźć na siebie równie ciekawy pomysł, jak dotychczas
dziękuję za uwagi, oczywiście, że nie przez zespół M.A.S.H., co najwyżej do serialu M.A.S.H:) mnie nowa Dąbrowska bardzo przekonuje, ale rozumiem, że fani mogli oczekiwać czegoś innego. Ja, jeśli odczuwam jakikolwiek niedosyt, to tylko dlatego, że na płycie wylądowało jedynie 9 kawałków…
Pozdrawiam!
Do serialu też nie
Tam tylko instrumentalna przeróbka funkcjonowała jako temat przewodni – piosenka jest tylko i wyłacznie w filmie kinowym
Ad kawałków – szkoda, że Ania nie poszła mocniej w klimaty typu “Deeper and deeper”, “Give me your love” czy “Across 110th Street”, bo to są mocne punkty albumu. Z absolutnych klasyków to jeszcze Nilssona jej jestem w stanie podarować, ale Beatlesów – niestety – zniszczyła. Nie powinna się była na to porywać, bo – przy całej dla niej sympatii – wyszła różnica wielu, wielu klas. A ona umie klasyki interpretować – “If you leave me now” przy okazji jednej z poprzednich płyt wyszło jej zacnie.
BTW – można kupić wersję dwupłytową, tam jest drugie tyle numerów
Można, można, tyle że większość z tych numerów już znam, a wolę odkładać pieniądze na jej koncert, szczególnie że czeka mnie w najbliższym czasie parę pięknych występów, a co za tym idzie – sporych wydatków jednocześnie.
Co do “Strawberry fields forever” to istotnie, nie nazwałbym tego utworu najmocniejszym punktem albumu, ale też mocno zawiedziony nie jestem – może dlatego, że, wstyd się przyznać, oryginał znam od niedawna i nie zdążyłem się do niego “przywiązać”. Podoba mi się w wersji Ani sekcja rytmiczna, lekko “przydymiony”, rozmarzony wokal… Narzekać nie mogę:)
Jeszcze raz dziękuję za uwagi – nie wiedziałem, że w czołówce serialu wykorzystano jedynie instrumentalne “Suicide is painless”. Nie znam się zbyt dobrze na starych serialach poza kultowym “Twin Peaksem”, który, z tego, co wiem, Ania również uwielbia. Żałuję ogromnie, że na “Ania Movie” nie pojawił się cover “Falling” Julee Cruise, ale co robić?:)
Pozdrawiam raz jeszcze:)
Uwielbiam piosenki Ani Dąbrowskiej.